Wszystkie »

  • Wpisów: 24
  • Średnio co: 8 dni
  • Ostatni wpis: 205 dni temu, 19:10
  • Licznik odwiedzin: 1 942 / 225 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
artyzm
 
Prawdziwą twarz, bardzo często zastępujemy różnymi zamiennymi maskami. Coraz ciężej, zaufać komuś patrząc przez pryzmat jego zachowań w sytuacjach "1-1". Trzeba zwracać uwagę na to, iż często człowiek jest inny przy nas a inny przy kumplach/koleżankach. Powiedzmy to Sobie - dziś modne są określone wzory na bycie. Jesteś inny ? Jesteś gorszy. Wyróżniasz się ? Wybijasz wiedzą ? Jesteś kujonem. Jesteś chłopakiem, ubierasz się inaczej ? Jesteś pedałem. Jesteś wrażliwy ? Jesteś ciotą. Taaaaak, przerażający ogół stereotypów. Ale, może tu nie działa banalny stereotyp ? sądzę też, że dużą rolę odgrywa tutaj coś takiego jak prosta zazdrość. Zazdrość o to iż ktoś ma odwagę, by swoją prawdziwą twarz pokazać, by wyjść przed tłum i powiedzieć "Tak, jestem inny" Pozostali nie mają takiej odwagi, dojdą do tłumu, zgodnie skandującego "Precz z innością" Populacja takich szaraków szerzy się cały czas. Człowiek, poszukując akceptacji przystaje do takich grupek i dostosowuje się do ogólnego zarysu, szarego człowieka. Ubierzcie Sb wszyscy szare skarpetki, szare majtki, spodnie bluzy. Albo najlepiej załóżcie Sb wszyscy torby na twarze. Skoro inność jest zła, po co wam twarz ? Po co wam myśli ? Po co wam życie ? Nie wierzę w to, że ktoś powie iż jest taki jaki jest, taki sam jak wszyscy. Gówno prawda ? zdecydowanie tak. Są ludzie i parapety, ale każdy parapet ma inne wymiary, cenę, jest z innego materiału. Głupie porównanie, źle wybrane, ale zawsze coś. Każdy z nas, ma własne niezależne od nikogo myśli, które nie powinny być kierowane tym, by dostosować się do szaraków. Bycie innym, choćby odrobinę da nam przyjaciół - tych prawdziwych i wrogów - tych prawdziwych. Ale jestem pewien, że odniesiemy na tym więcej korzyści. To że prowadzę bloga, w jakiejś tam małej grupce, odbiło się szyderstwem, czy interesuje mnie to ? Nie ... gdybym przejmował się opinią pewnych ludzi, musiałbym właśnie, dostosować się do reszty i być jak inni. A może po prostu to wstyd ? Wstyd przed tym, jacy na prawdę jesteśmy. Wstyd przed tym, że nasze prawdziwe ja, jest inne. Strach ? Strach przed odrzuceniem, strach przed wyjściem przed wszystkich - bo logiczne jest to iż na inność, uwaga jest zawsze zwracana. by być innym, myślę, że trzeba być również dosyć silnym. Często spotka się opozycyjne zachowanie, szyderstwa, śmiechy. Gdy tylko takie coś słyszymy, możemy być pewni, że to jakiś smutny chłoptaś/dziewczę z niedorozwojem mózgowym i strachem przed światem. Nie bądź dupa, bądź inny.
Trzeba wyjść z bycia ogółem. Indywidualizm, jest znacznie bardziej opłacalny. Trudniejszy, ale lepszy. Polecam, na prawdę.
  • awatar gość: Jesteś gorszym kojońskim ciotowatym pedałem. Twój szyderca : * Co prawda oczywistości piszesz, ale w sumie fajnie, że się komuś chce tak uzewnętrzniać, piszę bez złośliwości teraz :)
  • awatar MAA.: Noo zgadzam się choć nie napisałeś absolutnie nic nowego, świeżego (a na to liczyłam, na inne spojrzenie). Wiedza powszechnie znana.
Pokaż wszystkie (2) ›
 

artyzm
 
Jestem totalnie bez głowy, ostatnie dni. Próbowałem nawet dziś coś stworzyć, ale wszystko wchłania czarna dziura w mojej głowie. Nie wiem czym jest to spowodowane. Przypuszczam że ma na to wpływ brak czasu, poświęcam dużo z tego czasu na naukę. Myśli są po tym umartwione, nie chcą wymyślić nic kreatywnego. A lepiej nie napisać nic, niż napisać wierutne kłamstwa i bzdury.
Uznałem też że nie będę pisał o życiu w dostatku, pogonią za pieniądzem. Średnia wieku czytelników, mieści się zapewne w 17. Uznałem, że nie będzie mieć to większego sensu. Myślę za to że bardzo aktualnym tematem, będzie stereotyp lub przykładowo plotkowanie ? Muszę pomyśleć, ogarnąć myśli. Uporządkowałem parę rzeczy ostatnio, zakończyłem pewną sprawę ale to wciąż jest mocno zakorzenione w mojej głowie. Wykarczuję to jakoś, pewnie zajmie mi to baaaaardzo długo, jak Saurmanowi karczowanie Insengardzkiego lasu. W sumie, mu się to w końcu nie udało ... nie życzę Sobie tego samego. Wiem, że najlepszym sposobem jest spróbować zastąpić to co chcemy wyrzucić, problem w tym gdy nie potrafimy. cóż ... muszę nad tym na prawdę intensywnie pomyśleć i znaleźć porządną autostradę do czystych myśli. Gdybym do tego czasu, miał nie pisać to powiedziałbym "widzimy się za "czas bliżej nieokreślony"" cytat w cytacie o. Ale postaram napisać się jutro, coś ciekawego i w miarę interesującego, bo nudne musi być czytanie życiowych tekstów, obłąkanego szesnastolatka. Idę zjeść Sb jajecznice. Zjadłbym ogólnie pizze. Em ... Zabiorę koleżankę chyba.
  • awatar gość: zabierz, nawet 2 ; )
  • awatar keepit.: @gość: Nieee. Wystarczy jedna. ; )
  • awatar Patka .: jakas nowość chyba ;)
Pokaż wszystkie (6) ›
 

artyzm
 
Zmęczony dłuższym bytem ziemskim na ławce ubogi mężczyzna śpiący
Mały chłopiec, zakłopotany spiesznie z szkoły wracający
elegancki mężczyzna w typowym ludzkim pośpiechu za swoimi sprawami
Zatroskany mężczyzna z pobliskiego sklepu zajęty klientów wyborami
Spiesznie idąca, siebie nie widząca, para ludzi zakochana
Zmęczony kelner, w biegu pracujący od białego rana

Jedyna spokojna twarz, to twarz człowieka ubogiego
Bez bytu, zaznaje on spokoju błogiego
A nawet ludzi zakochanych nie trawiła rozmowa
Bo w dostatku życie to spokojnego życia odmowa.

Siedząc na rynku w pszczynie, rozglądając się w około, widząc wszystkich ludzi wyżej wymienionych, doszedłem do wniosku zapisanego w ostatnim zdaniu. Myślę, że poświęcę temu wszystkiemu osobny wpis, ale jutro. :)
 

artyzm
 
Gościnnie (że się tak wyrażę) o cierpieniu, na bloga, napisał mój przyjaciel.
Robi wrażenie, na prawdę. Pokazuje iż cierpienie to nie błaha rzecz. Polecam

"Celem tej pracy jest przedstawienie mojej refleksji na temat człowieka cierpiącego. To niewątpliwie temat trudny, trzeba bowiem odnieść się do samej istoty cierpienia. Cierpienie ma zaś wiele twarzy, co jeszcze bardziej zmusza do intensywnego zastanowienia. Postaram się więc przedstawić tylko najbardziej podstawowe przemyślenia, inaczej byłbym zmuszony pisać nie refleksję, a całą książkę.


Encyklopedie przedstawiają cierpienie w złożony sposób, odwołują się do religii, psychologii czy filozofii. Ja jednak pozwolę sobie na potrzeby tego tekstu zredukować to pojęcie do najwyższej formy bólu natury fizycznej lub duchowej. Najwyższej, ponieważ stan ten utrzymuje się przez pewien czas doprowadzając w jakimś stopniu, mniejszym albo większym, do wyniszczenia cierpiącego. Nikt nie chce doznawać cierpienia. Jednak nie ma metody na jego uniknięcie w życiu prawie każdego człowieka i twierdzę, że nigdy nie będzie. Utrata kogoś bliskiego, ciężka choroba, stany załamań psychicznych ??? to wszystko różne twarze cierpienia.


Człowiek cierpiący. Straszliwie zdeprecjonowane pojęcie. Kolega, który rozstał się z koleżanką uważa, że cierpi. Inny kolega, który usłyszał pod swoim adresem kilka docinków także uważa, że cierpi. Brzmi to tragikomicznie, ale niestety takie są fakty. Zrzucę to jednak na karb młodości. Dla mnie człowiek cierpiący nie odczuwa bólu po rozstaniu z dziewczyną. Człowiek cierpiący płacze po śmierci żony. Człowiek cierpiący nie narzeka z powodu kilku złośliwych uwag. On rozpacza z powodu autentycznego prześladowania za poglądy. Nie użala się nad sobą z powodu złamanego nadgarstka. On żyje od jednej dawki morfiny do drugiej.


Mimo, że my wszyscy deklarujemy współczucie (czy jednak wiemy dosyć o cierpieniu, dopóki go nie doświadczymy, by to słowo nie było pustym frazesem?) rzadko ktoś poza rodziną towarzyszy osobie cierpiącej. Staje się ona bardzo często odmianą trędowatego. Początkowo może liczyć na wsparcie, jednak ludzie szybko o nim zapominają lub wolą trzymać się z daleka od czyjegoś problemu. Do bólu spowodowanego różnymi czynnikami dochodzi wykluczenie w rzekomo cywilizowanym, empatycznym społeczeństwie.


Osób cierpiących jest wiele, chociażby ten symboliczny Hiob. Może czasem nasuwają się pytania, głównie jednak patetycznego "dlaczego on?". Są to pytania kierowane jednak nie do ofiary cierpienia. Czy zadałbym pytanie osobiste osobie cierpiącej? Myślę, że nie. Nie chcę rozdrapywać jej ran, które przecież wciąż krwawią. Poza tym przyczyna jest prozaiczna, wstydziłbym się. Nie potrafiłbym sformułować pytania patrząc na czyjeś męki. Optymistycznie najwyżej zapytałbym o ewentualną pomoc, jednak obawiam się, że podobnie jak reszta społeczeństwa jestem tchórzem i z nieco zakłopotaną twarzą przeszedłbym obok cierpiącego. Odwracając zwrok, żeby przypadkiem nie sprowokować w sobie jakiegoś pytania.


Stan cierpienia silnie zmienia człowieka. W najcięższych przypadkach jest on destrukcyjny, często doprowadza umęczonego już człowieka do rezygnacji z walki i czekania na śmierć lub pogrążenia się w głębokiej apatii. Wiele jednostek jednak przezwycięża cierpienie, przeczekują je, akceptują, przez co nie dokucza ono im w aż takim stopniu czy w końcu wychodzą z załamań. Wychodzą one znacznie silniejsze niż przedtem. Niestety nie każdego czeka taki scenariusz. Nic nie łamie człowieka bardziej niż cierpienie, doskonale dowodzi tego historia, jednak potrafi ono go uszlachetnić.


Rozważania na temat cierpienia i jego ofiary są dla mnie ciężkie, ponieważ nie doświadczyłem naprawdę dużego bólu czy straty i mam nadzieję, że stan się ten utrzyma. Zdaję sobie sprawę, że tekst ten to zaledwie próba ugryzienia tematu, limitowana do tego przez objętość pracy. Mam jednak nadzieję, że przedstawiłem swoje refleksje w sposób wystarczający."
  • awatar NIEBIOSA NIE SĄ HUMANITARNE: Wystarczajacy Ciekawie, nie powiem, ale ... no dobra tym razem tu bedzie bez żadnych "ALE". Chociaz moze... troche jak jakies wypracowanie do szkoly. Aczkolwiek przemowilo do mnie, a to jest najwazniejsze (oczywiscie w moim mniemaniu) ;)
  • awatar gość: Dzięki :) Tak prawdę mówiąc to zaczęło jako wypracowanie do szkoły, ale jakimś dziwnym trafem tu się pojawiło.
  • awatar gość: @gość: Czy Ty właśnie, byłeś miły stary ? ; o
Pokaż wszystkie (5) ›
 

artyzm
 
długie, ale myślę że warto.
Każdy z nas ma jakieś ambicje. Niektórzy większe, mniejsze inni mniejsze. Osobiście uważam, że dla człowieka, nie ma rzeczy niemożliwych. Nie mówimy tu oczywiście o planie zdobycia Everest z 40 kilową nadwagą. Lub moim planem, by zostać piłkarzem Barcelony, podczas gdy nie łapałem się do pierwszego składu lokalnej drużyny. Chodzi raczej o cele przyziemne, możliwe do zrealizowania.

Zupełnie nie zgadzam się z twierdzeniem "dla chcącego nic trudnego" gówno prawda. Czytając takie coś, dostajemy błędnego złudzenia iż same chęci wystarczą, że nie musimy dokładać sił. Nawet gdybym dodał do tego twierdzenia "dla chcącego i pracującego ..."  nadal, byłoby zupełnie nie prawdziwe. Realia są takie, że na własne cele trzeba ciężko pracować. I nigdy nie jest to łatwe, ani przyjemne. Trzeba być zdolnym do wielu poświęceń. Powiedzieć Sb np. "dziś nie pójdę robić Sb słit sesyji z moim słitaśnym nikonem" tylko zasiąść i wykonywać czynności, zbliżające nas do tego upragnionego celu. Wyrzeczenia są warte wiele bo dają one nam czas - a czas definiuje wszystko. Obracamy się w nim, w nim egzystujemy, pracujemy, żyjemy. Jest on nam potrzebny do każdej życiowej czynności - jego dłuższy lub krótszy odcinek. Jestem pewien że nigdy go nie brakuje. Bo pomyślcie teraz, ile razy na dzień nudzicie się lub nie macie nic do zrobienia i zamiast zagospodarować go korzystnie, pompujemy w swój mózg kolejny bzdury z kwejka, bestów etc. Nie mówię też że mamy tylko i wyłącznie pracować, dążyć do kolejnych celów. Nie, to jest co najmniej bez sensu. Trzeba mieć czas by zaczerpnąć świeżego powietrza, porozmawiać z innymi, zrelaksować się. Ale dążąc do osiągnięcia zaspokojenia wszelkich potrzeb nie popadajmy w skrajność i nie zajmujmy się tylko re laskowaniem. Jeśli chcemy być kimś w przyszłości, mamy określone ambicje zacznijmy od tak prostych rzeczy jak odrobienie zadania domowego, zaliczenie kartkówki na 5. Krok po kroku, powoli dojdziemy do celu.
Często gdy chcę zastąpić nieprzyjemności nauki grą komputerową lub inną, milszą czynnością mówię Sb "Co da mi teraz przyjemność, gdy w przyszłości, nie będę miał na chleb". Taak, teraz powiecie że nie dawno pisałem o tym że nie chcę już wybiegać zbyt daleko w przyszłość. Jest dokładnie, tak jak mówiłem. Zajmuję się po prostu moją teraźniejszością, by efekty widoczne były w przyszłości. Wiem tylko, że dążę do realizacji swojego celu. Nie wybiegam myślami daleko na przód, mam tylko określoną ambicję i zajmuję się tym, co jest teraz. Powoli zaczynam rozumieć co wolno a co nie. Dzięki komuś, te wzorce ukształtowały się we mnie lepiej.

Stawiajmy przed Sobą jasne cele, dążmy do ich zrealizowania. Nie poddawajmy się przeciwnością losu, nie dajmy się otoczeniu. Wpływów jest wiele. Są osoby, które nieuchronnie pociągają nas na te gorsze drogi. Gorsze drogi są z zasady dużo bardziej przyjemne. Gdybym miał taką drogę obrazowo przedstawić - wchodzimy w drogę, otoczoną dookoła mgłą, nie widzimy co jest na końcu, widzimy jej bardzo krótki odcinek. Mgła nas otaczająca jest na prawdę bardzo przyjemna i słodko odurza, zasłaniając wszelkie skrzyżowania, gdy możemy zejść na inną drogę. po wszystkich przyjemnościach, czeka nas jednak nie przyjemny koniec. Tam mgła odchodzi i widzimy że była ona pewnego rodzaju znieczuleniem. Widzimy swoją zranioną moralność, a ścieżka po której szliśmy, jest usłana rozbitym szkłem, raniącym nas w stopy. Nie mamy już możliwości powrotu i musimy nią zmierzać do końca. Znaczy się, istnieje takie koło ratunkowe jak "Lotto" lub coś, ale uwierzcie, nie liczcie na to.
Rozpisałem się kapkę. Więc podsumuję.

Zmierzajmy tą trudniejszą drogą, która jest usłana twardymi kamieniami, nie ranią one naszych stóp, ale hartują je i utwardzają. Zmierzajmy tą drogą, która jest świetnie widoczna, w której widzimy swój cel. Trzymajmy się osób, którym na nas zależy. Trzymajmy się ich rękoma i nogami, czasem ugryźmy i nie puszczajmy. Imajmy się tych, którzy są naszymi "przyjaciółmi" a nie potrafią nas upomnieć, lub nastawić. Kopmy w dupę. Zmierzajmy wciąż, z wysoko podniesioną głową do własnego celu, wspomagani przez osoby, które na prawdę, mogą nam pomóc. i uważajmy, naszym kosztem łatwo się zabawić.
No.
 

artyzm
 

no.

Czeeść. Dziś bez wpisu, bo nie ma mnie w domu ii nie mam warunków do myślenia refleksyjnego. :)
 

artyzm
 
Idę sobie wyśnić, lepsze realia.
W sumie, to tylko tam z Tobą będę
a po przebudzenie, kare dnia odbędę
rano powiem Ci "do zobaczenia"
na dzień zmieniając tok myślenia
Wieczorem wrócę. i wiesz co ?
Ty nie masz nawet czerwonego pojęcia
ile czasu nocą, spędzasz w moich objęciach


Dobraaaaanoc. ! ;)
tak mnie jakoś ruszyło. ;) bo faaaajny dzień miałem.
 

artyzm
 
Jak bardzo ważną cechą, jest w człowieku zawziętość.Sądzę że jedną z najważniejszych, jeśli posiada się takowa. Przecież to ona daje nam wiele rożnych możliwości, połączona z pracowitością jest prawdziwą siłą. Człowiek mądry i zawzięty, odpuszcza Sobie dopiero wtedy gdy nie widzi już żadnej perspektywy. Ale dobre w tym jest to, że wcześniej robił wszystko co możliwe, żeby dopiąć swego. Dołożył wszelkich starań, nie zważając na trudności, pracował na to ale nie udało się. Dobre dla ludzi takich jest to, że oni nie czują zbyt często żałości. Oni zawsze idą do końca. Kontynuując, gdy człowiek zawzięty, odpuszcza Sobie sprawę o którą zabiegał, oznacza to że wyczuł beznadziejność sytuacji. Nie czuje się już wtedy żalu, że nie udało się. Czuje się tylko bezradność. Ale w głębi, zawsze zostaje takie uczucie, że starania nie pójdą na marne. Bo w życiu, nic się nie marnuje. Wszelki dobre próby, dobre starania - nie chęci - prowadzą do osiągnięcia celu. Czasem zdarza się dojść do celu, całkowicie nieoczekiwaną drogą, dowiadując się później, że to dzięki wcześniejszym staraniom.

Za każdym razem, gdy do czegoś dążymy, nie zależnie czy są to cele długoterminowe, lub te całkiem przyziemne. Starajmy się, róbmy co w naszej mocy, żeby dojść do celu. Jest to bardzo ważna umiejętność, rodzące słodkie owoce. Na pewno, rozczarowania bywają wtedy większe, niż u człowieka, który poddaje się na starcie. Ale wolisz żałować, że nie spróbowałeś ? Czy spróbować i żałować że się nie udało. Nie istnieje coś takiego, jak otrzymywanie darmo. Na wszystko trzeba Sobie zapracować. Nie możemy uznać, że na coś przyjdzie pora, że coś się pozmienia, i dana potrzeba się spełni. Takie myślenie jest przynajmniej naiwne. Nie myślmy sposobami wymijającymi. Nie mówmy Sobie, że spróbujemy jutro. Spróbuj dziś i jutro. Bądź zawzięty, nie odpuszczaj. Ale zachowaj w tym wszystkim również głowę. Gdy widzisz, że twoje starania, nic nie dają, sytuacja się zupełnie nie poprawia a zrobiłeś wszystko, co w twojej mocy - odpuść. z czystym sumieniem odejdź od tego, mówiąc Sb, że próbowałeś. Podejmuj też ryzyko, jest one warte fatygi. Jestem jednak pewien iż ryzyko często wychodzi nam na złe, efekty są odwrotne od zamierzonych. Ale na własnym przykladzie, powiem ze ryzyko się opłaca. U mnie, opłacalność była krótko terminowa, ale to inna sprawa. Chcę powiedzieć że człowiek staje się wielki, gdy udowadnia innym swoim wartość staraniami. Nie staniemy się wielcy przez to że obwieścimy wszem i wobec, że jesteśmy największymi "kozakami" w szkole/pracy/ulicy. Tacy ludzie, bazują na swojej sile, własnym idiotyzmie który jest nie odzowny przy tego typu działaniach. Nie usłyszą złego słowa na swój temat, ale w oczach innych są zwykłymi śmieciami, obiektem kpin i pogardy. Pozycje, lepiej wypracować Sb zawziętością i udowodnieniem ludziom że jest się osobą wartą zaufania. Która idzie do końca. Więc nie siedź bez czynnie, czytając ten głupi wpis, który pisze głupi szesnastolatek, myśląc co już zdążyłeś zaprzepaścić, co odpuściłeś, tylko zdejmij rękę z myszki, podnieś to ciężkie dupsko z fotela i rusz je, zrób coś co chcesz, na co nie masz odwagi. podejmij ryzyko i powalcz o to. Jeśli nie jesteś pewien przeanalizuj. Jeśli argumentów przeciw jest o 3 więcej, zrób to. Jeśli argumentów przeciw jest o 5 więcej też to zrób. Jeśli tylko wiesz, że Ci zależy, jeśli tylko wiesz, że może i warto.

JUŻ.!
 

artyzm
 
                                                       Chwile.

Wiele z nich już przeszło
Co z nimi zrobiłeś ?
kolejne przyszły gdy słońce wzeszło
czy sny swe odtworzyłeś ?

Każda kolejna przemija właśnie
wplećmy w nią zgodę lub waśnie
potem dostanie proste pytanie  
jak wykorzystaliśmy jej darowanie ?

Tak właśnie przeszłość się staje
przynajmniej mnie się tak wydaje

Jedna z nich jest teraz do wykorzystania  
jeśli musisz, myśl, by wykorzystać ją mądrze
jeśli musisz, działaj, by wykorzystać ją dobrze
bo jest ona do dobrego rozdysponowania

Wykorzystana dobrze zrodzi nam owoce
zasadź więc w każdej z chwil prawdy ziarno
bo jedynie takie ukaże swe moce
a prawdy, nie sadzimy na marno

Tak właśnie teraźniejszość i przyszłość się staje
przynajmniej mnie się tak wydaje.

:)
 

artyzm
 
Tak ogólnie, to czasem mam takie wrażenie jakbym zaczął się powoli usamodzielniać. Wszystko jest powoli takie łatwiejsze, mniej myślę o przeszłości.Jest na prawdę w porządku. Szkoła w której jestem, jest świetna, integracja z klasą nastąpiła szybko. Czuję się coraz lepiej. Życie nabiera coraz bardziej jaśniejszych barw. Poznałem nowych ludzi, ciekawych ludzi. To wszystko wywiera na mnie bezpośredni wpływ. To prawda, że przydałoby mi się więcej pokory. Dlatego staram się to w Sobie budować, jak na razie idzie całkiem nieźle. Nie można wiecznie być zdziecinniałym. Jakoś powoli wszystko składam, i ta budowla dostaje kolejne cegiełki. Pomoc zawsze jest mile widziana. Właśnie tutaj wkracza ważna rola. Mojego przyjaciela - Mateusza. Nad tym, tak odrobinę chciałbym się skupić. Bo każdy z nas powinien mieć kogoś, komu może ufać. To takie proste i banalne, powtarzane bardzo często. Ale nie ma po prostu słowa trafniej określającego. Potrzebujemy osoby, która nastawi nas na dobrą drogę, upomni, pochwali, pogada. 19:19 tak btw. :) ale daalej. Czym jest w ogóle przyjaźń ? To żaden śmieszny związek naszych "dusz" Muszę zasmucić wszystkie słit psiapsiółki, ale to nie polega na tym, że z daną osoby robimy wszelakie "krejzolskie" rzeczy, gadamy o chłopakach/dziewczynach, mamy wspólne zainteresowania ... nie, to nie do końca to. Oczywiście, takie elementy jak najbardziej w przyjaźni istnieć mogą. Ale przyjaciel to po prostu osoba, którą możemy widywać rzadko, pisać z nią raz na 2/3 dni tylko że gdy rozmawiamy z tą osobą, mówimy jej wszystko - od tych Błahych, nie ważnych rzeczy - po te osobiste, ważne sprawy. Oczekujemy tego samego, jak i szczerej prawdy na własny temat. Jeśli coś jest nie tak, trzeba o tym otwarcie powiedzieć i być cierpliwym do zmiany. W sumie, wzoruję się na własnej przyjaźni. bo znam chłopaka dosłownie od urodzenia, jest mi dosłownie jak brat. I czemu jest taki ważny ? Bo w tym okresie, gdy mam wiadome problemy - opisane we wcześniejszych postac - pomaga mi jak najlepiej i jak najwięcej to możliwe. Pewnie wydaje się wam teraz, że piszę do niego i żalę się pół godziny, a on to analizuje. Nee. Najwspanialsze w tym wszystkim jest to, że to co chcę żeby się zmieniło, to jak jest wychodzi w swobodnej rozmowie, z takowej wynoszę też to czego potrzebuję. A jeśli potrzebuję szczerej rozmowy, również zwracam się do niego. Czasem tylko mam wrażenie, że wszystko zbyt mocno obraca się wokół mnie. Czuję się z tym trochę źle, ale staram się to, jak najbardziej, redukować. Cieszy mnie po prostu to, że mam takową osobę z którą luźna pogawędka daje więcej ulgi i spokojnej myśli, niż z jaką inną osobą.

Jak to odnieść do ogółu ? Pomyślcie o takiej osobie, którą macie o której myślicie że jest waszym przyjacielem. Pomyśl jak wasze rozmowy wyglądają, czy jest to zawsze szczere. Nie musimy czuć się idealnie z tą osobą - byleby przy niej nasze myśli były lekko strawne. Bo nie to, co robimy z taką osobą jest wyznacznikiem przyjaźni, ale to o czym myślimy.
Dzięki stary. :)
  • awatar gość: Kurr , tez tak bym chciał, u mnie jest tak że niby mam kumpli ale tak naprawde mnie olewają ;/
  • awatar kropencjaa: a ja ogólnie mówic nigdy nie miałam ani jednego przyjaciela/przyjaciółki. stad moje zgorzknienie bo zawsze zostawalam sama ze wszystkim i zatracałam sie w problemach nie majac szansy ich rozwiazac z czyjas pomoca
  • awatar pastelowycien: jak krąży po sieci tekst "prawdziwy przyjaciel przychodzi do ciebie i sam otwiera lodówke" czy coś takiego... powiem ci ze to cała prawda! kiedy przychodzi do mnie taka osoba to jestem w stanie robić z nią obiad a ona podaje mojemu tacie tależ zupy... wprasza sie do mojej babci na herbate i ona zawsze jest i to jest najważniejsze
Pokaż wszystkie (5) ›